Wiem, że jest mnóstwo osób które nienawidzą zakupów w internecie (bardzo jaskrawy przykład: moja mama :D). Bo oszuści, bo trzeba płacić za przesyłkę, bo nie wiadomo co dostaniemy itp. Ja natomiast uwielbiam kupować w internecie. Tam zawsze znajdę wszystko na co akurat mam jakąś tam zachciankę. Jak pomyślę o zakupach stacjonarnych i o słowach "nie ma" albo "co to?" odpowiadających na moje pytania to mi niedobrze. A pozatym ten moment kiedy wracam i paczuszka na mnie czeka, bezcenny. :D Ok, po ogromnym wstepię przechodzimy do rzeczy.
Zamówiłam na allegro 3 rzeczy. Jeżeli ktoś będzie zainteresowany to podam w komentarzu sprzedawcę bo uważam, że jest naprawdę godny polecenia.
Do maseczki z biovaxu miałam dołączoną próbkę serum do włosów A+E i spodobało mi się na tyle, że kupiłam sobie opakowanie pełnowymiarowe.
Bardzo zależy mi na ochronie przed rozdwajniem i łamliwością moich końcówek. Po paru użyciach mogę powiedzieć tylko, że serum jest bardzo leciutkie i końcówki wyglądają po nim super, ciekawe czy utrzyma ich dobry stan ;).
Potrzebowałam też jakiegoś kremu na dzień i zdecydowałam się również na ziaję med, ale tą serię nawilżającą.
Z tego kremu niestety nie jestem już tak zadowolona jak z tego na noc ale daje radę ;). Więcej powiem po dłuższym użwywaniu.
biały-krem na dzień
żółty-krem na noc
Jak widzicie konsystencja kremu na dzień jest lżejsza ale jakaś taka bardziej tłusta. Nie wiem czy na zdjęciu widać tą błyszczącą powłokę którą zostawia. Niestety jest ona również na twarzy po jego nałożeniu. Trochę lepiej jest jak go wklepiemy. Jednak dla mnie jest to minus, nie jest to krem matujący ale bez przesady. Jego właściwości nawilżające są ok, ale to wolne wchłanianie i błyszczenie się twarzy mnie wkurza. Ten żółty oczywiście jest czysty nie mam mu nic do zarzucenia :D.
A wy lubicie zakupy w internecie? A może zraziłyście się po jakimś nieprzyjemnym incydencie?
Ja, wieczna przeciwniczka pomalowanych ust. Nigdy nie mogłam pojąć po co męczyć się z jakimś błyszczykiem czy pomadką na ustach. Ani tu zjeść ani pić, dziwne uczucie na wargach, nie to nie dla mnie. Jednak ostatnio stałam się baaaardzo leniwa jeżeli chodzi o makijaż oczu no i zaczęłam kombinować :D. "Ok, czas postawić na usta w makijażu". No i tak w moim posiadaniu w ostatnim czasie znalazły się trzy produkty.
Zacznę od tego który kupiłam jako pierwszy czyli od błyszczyka.
Jak przystało na początki zaczęłam od podstawy czyli od błyszczyka bezbarwnego.
Osobiście uważam, że nie ma sensu kupowania błyszczyków za 100 zł które moga nam się utrzymać max godzinę dłużej od tych tańszych. Dlatego w moje ręce wpadł miss sporty. Byłam zaskoczona. Po pierwsze błyszczyk uwydatnił mój prawdziwy kolor ust który okazał się bardzo ciemny, spodobało mi się :D . Po drugie żadnego uczucia lepkości czy dyskomfortu. Byłam pewna, że nie będe go nosić i będzie się kurzył w szafce. A tu prosze po ok. 2 miesiącach błyszczyk ma już jakąś 1/4 zużycia. Śmiejcie się, ale dla mnie to naprawdę jest wyczyn :D.
No ale błyszczyk daje delikatny efekt. Ja jednak postanowiłam przetestować coś co będzie jednak troszkę bardziej widoczne.
W efekcie mam teraz 2 szminki.
Obie pochodzą z firmy rimmel. Obie mają piękne zapachy. Obie mają korzystną niską cenę. Obie podobnie się utrzymują (max. 3h). I to by było na tyle jeżeli chodzi o kwestie "Obie".
Pierwszą którą kupiłam była szminka z serii sygnowanej przez Kate Moss (ja mam tą z różowym napisem). Chciałam coś ciemnego, ale nie klasyczną czerwień. Padło na raczej dość mało popularny kolor nr 19. Osobiście mi się bardzo podoba. Jest to taka ciemna czerwień z domieszką różu i koralu.
Na zdjęciu wygląda na ciemniejszą niż jest.
Pomadka ma pięęękne opakowanie.
Bardzo ją polubiłam. Ma piękny, owocowy zapach. Jest mięciutka ale na tyle twarda żeby się nie rozlecieć :P. Kosztowała w Rossmannie 18.99 zł.
Pomyślałam, że skoro malowanie ust mi się spodobało sprawie sobie coś bardziej na co dzień (chociaż w tej ciemnej też chodziłam na co dzień ;P). Wybrałam klasykę. 070 Airy Fairy. Jest to dość brudny róż z delikatnym złotawym połyskiem.
Ta już jest z kolekcji standardowej rimmela. Również kosztuje 18,99 zł. Pachnie po prostu cudownie :D. Nie mam pojęcia czym ale ten zapach jest piękny.
A tak prezentują się obok siebie:
Podsumowując, oczywiście kusi mnie na inne kolory, ale rozsądek podpowiada mi, że mam już wszystko czego mi potrzeba. Chociaż mam jeszcze straszną ochotę na kolor "170 alarm". Piękna klasyczna czerwień. Jednak zużycie pomadki to nie taka prosta sprawa. Zwłaszcza jeżeli chodzi o takie odważne kolory. A ja bardzo nie lubię marnowania. Zobaczymy jak mi pójdzie w zużywaniu tych 2 i "się zobaczy" :D.
Przepraszam was, że nie mam zdjęć pomadek na ustach, ale niestety nie potrafię zrobić ładnego zdjęcia ustom :/.
Chciałam was również zapytać czy może znacie pomadkę o jakimś fajnym czerwono-koralowym odcieniu ?
Pozdrawiam was cieplutko, trwajcie dzielnie do piątku! :D
To jest już 5 albo nawet 6 butelka tego żelu. Jest genialny pięknie pachnie(po kąpieli pachnie cała łazienka :D), nie wysusza skóry ja nic więcej nie potrzebuję od żelu ;) Narazie po zużyciu litra ( 2 butelki po 500 ml) robię sobie przerwę bo troszeczkę mi się znudził. Ale na pewno niedługo wrócę do niego z tą samą miłością :D
Jeszcze wrzucę wam skład:
Maska do włosów alterra "granat i aloes" Wizaż (Zmaltretowane opakowanie :D)
Mam już drugie opakowanie także to już coś znaczy ;). Jest świetna, super skład bogaty w olejki. Włosy są po niej naprawdę nawilżone, mięciutkie. Maska pięknie pachnie, niestety zapach nie utrzymuje się na moich włosach :(.
Jestem w szoku, że jednak da się osiągnąć taki skład przy tak niskiej cenie :P
Również mam już drugie opakowanie. To jest dopiero cud dla moich włosów. Jeżeli raz na 3 dni potrzymam tą maseczkę z godzinkę to potem mogę zapomniec o głębszym odżywianiu włosów. Są po niej niesamowite. Świetnie dociąża (nie mylić z przeciążeniem) moje grube włosy, niesamowicie się po niej błyszczą, pogłębia kolor. Przepięknie pachnie gruszkami i ten zapach utrzymuje się na włosach. Kolejną bardzo ważną zaletą jest skład który jest tak naturalny, że maseczkę możemy nakładać na skórę głowy którą też fantastycznie odżywia. IDEAł!
Używałam go z wodą do końcowego demakijażu zimą. Fajnie też sprawdzało się do porannego mycia twarzy, czułam się trochę jakbym ją myła kremem :). Bardzo delikatne i niewysuszające skóry mleczko. Jednak jeżeli chcecie czegoś co dokładnie zmyje wam makijaż lub nie macie większych problemów z suchością skóry to może się nie sprawdzić.
Dosyć ciężka maska. Moje grube włosy dociążała i wygladały fajnie. Mojej mamie jednak która ma dość cienkie włosy przeciążała je zbytnio. Jednak nie podoba mi się w niej to że nie widziałam po niej jakiegoś dogłębnego nawilżenia czy odżywienia. Raczej jestem na nie.
Mój ulubiony. Chroni, nie podrażnia, ładnie pachnie, szybko się wchłania. Jego zaletą są też olejek słonecznikowy i gliceryna które ma w składzie które producent najwyraźniej uznał za to słynne "1/4 kremu nawilżajacego" ;) Mam juz kolejne opakowanie.
Jestem w trakcie drugiego opakowania ale jakoś nie widzę szału. Na pewno baby hair szaleją co mi nie do końca na ręke bo wszędzie mi te malutkie włoski wystają :/. Ale że ja się nie zniechęcam to walczę dalej ;). Chociaż jeżeli po 3 opakowaniu nie będzie poprawy to chyba dam sobie spokój.
Swoją drogą, widziałyście kiedyś tak długi skład?! :O
Żel do mycia twarzy nivea
Pisałam o nim tutaj. Czy kupię ponownie narazie raczej nie, chciałabym wypróbować inne.
Odżywka do włosów zniszczonych Garnier Ultra Doux Wizaż
Bardzo fajna codzienna odżywka. W połączeniu z jakąś bardziej odżywczą maską raz na tydzień będzie super :). Może nie nawilża jakoś spektakularnie ale włosy są po niej mięciutkie. Nie do końca radzi sobie jednak z ujarzmieniem moich grubych włosów w kwestii puszenia. Ale to z tym sobie mało co radzi :P.
No więc tak, oczy maluję już od podstawówki :D. Odkąd dorwałam jakieś fioletowe cienie w kosmetyczce mojej mamy, przepadłam. Potem namiętnie malowałam się jakimś brązem (z Isadory chyba). Pamiętam jaka była panika, gdy mi się pokruszył i mama pod moją niobecność wyrzuciła go, uznając za niezdatnego do użytku :D. Widząc moją panikę na dniach kupiła mi jakiś ciemny szary cień z artdeco. I to by było na tyle jeżeli chodzi o nieświadomy makijaż. Nie przejmowałam się wtedy ochydnym zbieraniem się cienia w załamaniu powieki, chciałam tylko mocno podkreślić oczy. Teraz dalej maluję oczy ale robie to już bardziej świadomie, zobaczcie czego używam:
Oczywiście musi być czarny eyeliner, klasyka.
Mój to Isadora Glossy Eyeliner (Waterproof) KLIK
Bardzo go lubię. Ma świetny, głęboki, czarny kolor. Jako aplikator ma ściętą gąbeczkę która jest uważana za najmniej wygodną, ale mi odpowiada. Lubię w nim też to, że zasycha na tyle wolno żeby zrobić ewentualne poprawki w trakcie makijażu. Potem zasycha całkiem i przy demakijażu jakby się kruszy. Chwilę mnie to wkurzało ale potem pomyślałam, że to jest o wiele lepsze niż rozmazywanie się eyelinera po całej twarzy. A tutaj chwilke przyłożymy wacik i po sprawie. Polecam!
Ostatnio jednak coś mi wpadło do głowy i stwierdziłam że na moich jasnych oczach czarny kolor wygląda dość mocno. Postanowiłam wrócić do korzeni czyli do brązu ;).
Brązowa kredka essence w kolorze "02 Hot Chocoloate" KLIK
Moja ostatnia miłość. Piękny odcień brązu. Bardzo fajnie pasuje do moich niebieskich oczu. Łatwo rysuje się tą kredką kreski. Nie trzeba jej strugać bo jest wykręcana. Super!
Zauroczona brązem na oczach dorwałam w końcu słynny eyeliner w żelu z essence w kolorze "02 London Baby" KLIK
Kolor jest bardzo ładny, delikatny brąz z drobinkami. Ale chyba jednak nie przekonuje mnie ta formuła żelowa jeżeli chodzi o eyelinery. Wolę te w kałamarzu. Co nie zmienia faktu, że go lubię :) Może jeszcze wypróbuję czarny i zmienię zdanie.
Ostatnio szukałam nowej brązowej kredki bo ta z essence już się powoli kończy. Szukałyśmy również nowego tuszu więc dorwałyśmy z mamą taki zestaw z clinique składający się z miniaturki kremu "All
About Eyes", tuszu do rzęs "Lash Power" KLIK i właśnie brązowej kredki do oczu "Cream Shaper for eyes" KLIK
Moja jest w kolorze Chocolate Lustre i jest to dość delikatny brąz z drobinkami. Jest Baaardzo mięciutka powiedziałabym, że aż za bardzo. Ale ją lubię. :) Mam jeszcze jedną już dosyć starą czarną kredkę z artdeco. Bardzo fajna kredka do smokey eyes. Ładnie się rozciera i daje dość przydymiony efekt. Dlatego nie nadaje się do zastępowania eyelinera kredką. Niestety nie wiem jaki to jest kolor bo chyba ten napis wytęperowałam :D. KLIK (nie jestem do końca pewna czy to ta)
Od lewej: 1. Kredka Clinique 2. Eyeliner Isadora 3. Kredka Artdeco 4. Kredka Essence (Jednak mój faworyt) 5. Eyeliner Essence Pokażę wam jeszcze moją dumę która w końcu wpadła w moje ręce. Od dawna pragnęłam mieć własną 3 cieni inglot które sama bym sobie wybrała. Może to głupie ale ja się tak cieszyłam kiedy w końcu je zdobyłam :D. Pokażę wam zdjęcie niestety ono kompletnie nie oddaje tych kolorów. (Od lewej 110 amc shine,402 pearl, 423 pearl)
Pod cienie muszę koniecznie nałożyć bazę, bo mam strasznie tłuste powieki i zaraz wszystko mi się zbiera w załamaniu albo znika. Moja pierwsza ale genialna baza to słynna baza z Artdeco KLIK .
Napiszę to co każdy świetnie utrzymuje cienie, podbija kolor cienia i jest mega wydajna. Nigdy nie zaczynam makijażu bez tej bazy.
No i na koniec makijażu oczywiście rzęsy. Używam tuszu Clinique o którym już wspominałam wyżej. Mój jest w kolorze Black Onyx.
Ten tusz jest dość ciekawy ze względu na szczoteczkę. Jest bardzo malutka więc dziewczyny o długich gęstych rzęsach jeżeli chcecie wydać troszkę więcej pieniędzy na tusz nie wahajcie się ani chwili ;). Nie ma tutaj mowy o żadnych grudkach. Kiedy z nim dłużej popracujemy możemy naprawdę zbudować ładny efekt bez "ciężkiego" wyglądu rzęs. Co jeszcze fajnego w nim jest to świetny sposób zmywania. Zawsze mam problem ze zmyciem tuszu. A tutaj moczymy oczy ciepłą wodą (min. 40 stopni z tego co pamiętam) pocieramy oczka i po demakijżu ;). Jeżeli ktoś ma krótkie delikatne rzęsy i lubi dwa razy machnąć szczoteczką i mieć efekt to raczej nie polecam. Napiszcie czy może macie jakieś ulubione produkty do oczu których MUSZĘ spróbować :D.